Ksiądz Bremond
Uczony ksiądz Bremond dojrzałby w przytoczonych dwunastu linijkach, a nawet w poszczególnych dysty-chach Norwidowego urywka, ów tajemniczy czar niewyrażalnego, co wyziera z poezji czystej. Eliot porównałby go może z wierszami angielskich poetów metafizycznych i zachwycił S'ę tkwiącym w nim bogactwem skojarzeń. Polski miłośnik Pola, Goszczyńskiego i Zaleskiego wybąkał tylko w anonimowej recenzji, że w wierszu Norwida uderza go "coś nieprostego, wymarzonego", ale że "myśli głównej jasno nie rozumiemy". Biedny niezrozumialec! Jeszcze dziwniejsze przyjęcie musiał zyskać arcyory-ginalny Zwolon, najznakomitszy ówczesny polski dramat eksperymentalny, wymarzony przez Norwida w scenicznych ramach teatru zachodnioeuropejskiego, a przez ówczesnych "szlafrokowych" czytelników polskich wyrzucany zapewne, po przeczytaniu kilku kartek, do kosza. Któż bo mógł wówczas ocenić nie już nawet dramaturgię Zwolona, ale chociażby takie wspaniale rozwijające się ("rozkwitające") porównanie w obrazie dwóch płomieni:
Małopolski Tuning Klub perfumy lacoste zielone szkoły Poetyka .