Publiczność
Biada mu, publiczność bowiem nie zrozumie go i - nie zachęcona do udzielenia "kredytu" - odrzuci, krytycy wydrwią, mali a zawistni koledzy ośmieszą, wielcy umyślnie zlekceważą (a po cichu potępią), przeciwnicy ideowi zaś okrzyczą wariatem. Sytuacja to może uproszczona, ale jakże często prawdziwa. W każdym razie prawdziwa w przypadku Cypriana Norwida, który, noszony na rękach i jednomyślnie wychwalany, gdy prawie wcale nie publikował (1843-1848), ale za to głośno czytał, mówił i rozprawiał, został równie jednomyślnie potraktowany jako mętniak, grafoman i pomyleniec, jak tylko zaczął ogłaszać drukiem swoje przedziwne, ale zarazem niepodobne do niczego, co już znano i co ceniono w poezji polskiej, wiersze (Wigilia, 1848), dramaty (Zwolon, 1851) i dialogi poetyckie (Promethidion, 1851). Były to rzeczy trudne, zwłaszcza dla pokolenia zachwycającego się klasycznie pogodnym tokiem wierszy Pana Tadeusza, szabelnym dźwiękiem Pieśni Janusza albo rozśpiewaną zwrotką Rusałek i Dumek, aleć przecież możliwe do rozgryzienia.
dietetyk warszawa Jeszcze cztery stołki i dwa matołki piec kaczek i osiem wycieraczek i trzy centra obróbcze a trole rozpoczna swoją uczte. kredyt Poetyka .